Wszystko to, co lubisz oglądać po polsku, tylko po angielsku. Plus Harrego Pottera, jeśli jesteś w moim wieku.
Dziękuję

Źródło: http://www.pexels.com
Tak mógłby powstać najkrótszy wpis w historii Internetu, ale zdecydowanie zbyt dużo płacę za tę domenę, by tak miało się to skończyć.
Rzecz w tym, że pierwszy akapit nie jest wcale lekceważącą odpowiedzią na pytania, które często dostaję od swoich kursantów. To jest po prostu podsumowanie wykładu, który przeprowadziłam sobie wczoraj w swojej głowie przed zaśnięciem, przygotowując się do napisania dzisiejszego wpisu. Wykładu, który, musicie uwierzyć mi na słowo, brzmiał bardzo elokwentnie, opływał w niewybredne, acz wciąż akceptowalne żarty, a ja, w swojej wyobraźni, wygłaszałam go w ostatnio zakupionych szpilkach, które noszę jedynie w swojej wyobraźni, wtedy gdy brzmię bardzo elokwentnie.
Ponieważ, moi drodzy, po to też jest nam Netflix i inne platformy streamingowe, by oglądać to, co sprawia nam przyjemność, a jeśli jeszcze dzięki temu podszkolimy swój angielski to, no cóż, warto opłacać subskrypcję, mimo iż miesiącami jak najgorszy darmozjad korzystało się z konta opłacanego przez siostrę. Takie historie słyszałam. Mi też ciężko w nie uwierzyć.
Warto pamiętać, że nie musimy ograniczać się jedynie do brytyjskich lub amerykańskich produkcji. Jeśli w ostatnich tygodniach uśmiech na Waszej twarzy wywoływał serial 1670, powróćcie do niego, tym razem z angielskim dźwiękiem lub napisami. Ważne, by wybierać ekranizacje, które odpowiadają Waszym gustom. Dużym ułatwieniem jest powrót do seriali lub filmów, które już oglądaliście. Kolejnym sposobem może być oglądanie odcinka dwukrotnie, wpierw po polsku, następnie po angielsku, or the other way around, jak to mówią.
Dziś polecę Wam kilka tytułów, z których ja korzystałam w ostatnich latach w celu odświeżenia kompetencji językowych. Tak się mówi, żeby przed samym sobą usprawiedliwić marnowanie czasu przed ekranem. Polecam, bardzo przekonująca wymówka.
Nieco czasu zajęło mi przebrnięcie przez pierwszy odcinek (6 miesięcy), ale było warto. Serial kolorowy, miły dla oka, z ładnymi postaciami i Paryżem. Umożliwi Wam nie tylko trenowanie angielskiego, ale również francuskiego. Ja np. nauczyłam się francuskiego słowa, którego nie pamiętam. Więc uważam, że totalnie warto było poświęcić 10 godzin życia na oglądanie.
No wiadomo, na takim blogu nie mogło zabraknąć tego serialu. Jeśli pociąga Cię tematyka brytyjskiej rodziny królewskiej, na pewno już go dobrze znasz. Jeśli nie jesteś fanką monarchii, czytaj dalej.
A jeśli akurat masz do wykorzystania siedem lat urlopu i żadnych zobowiązań, warto zerknąć na serial Outlander o podróżującej w czasie Clair i jej szkockim ukochanym. Wbrew pozorom to nie jest opowieść o przystojnych mężczyznach w spódnicach. To naprawdę piękna historia, chociaż muszę przyznać, książka lepsza (noc w dybach. Nie cierpię, jak ktoś tak mówi).
Znaczy, ja na przykład płakałam 7 razy na pierwszych dwóch odcinkach, więc teraz, trzy miesiące później, jestem na odcinku trzecim. Zdecydowanie w sam raz dla wrażliwców.

Źródło: http://www.pexels.com
No, i wreszcie jakiś seks. A nie, zapomniałam o Outlanderze. W każdym razie to kolejna piękna produkcja.
Historia ze świata Bridgertonów. Skromnym zdaniem eksperckiej komisji, w której skład wchodzę ja i moja siostra, serial lepszy nawet od Bridgertonów.
Jeśli lubisz mężczyzn pod krawatem i żonę (byłego) Księcia Harrego – to produkcja dla Ciebie.
Cóż mogę powiedzieć, jeśli w dzieciństwie Twoja wymyślona przyjaciółka miała piegi, rude włosy i przyjaciółkę Dianę (przypadek? Nie sądzę), to nie muszę pisać nic więcej. Piękna, nostalgiczna produkcja, niestety niezakończona, ale można chociaż zobaczyć pierwszy pocałunek z Gilbertem.
Zerknij, jeśli sądzisz, że Twoja relacja z córką jest trudna.
Noo więc, językowo może to być wyzwanie, ale od czego w końcu są napisy;)
Trochę taka podróż w czasie, Tomek Sawyer na sterydach. Szczególnie dla widzów nastoletnich, takich jak ja.
Rodzinny i ciepły serial. Językowo dość przystępny.
Szczególnie polecam dla mam małych dzieci, sama zastanawiałam się, czy scena brutalnego pakowania wózka do samochodu nie została nagrana pod moim domem w godzinach porannych.
No i wisienka na torcie
Tylko wielka prośba, oglądając nie przypominajcie sobie, kto go Wam polecił. Jeśli tytuł zasugerował Wam treść serialu, pójdźcie za tym instynktem i ustalcie sami, czy to coś dla Was.
Publikacja wpisu oficjalnie kończy erę w moim życiu, gdy miałam czelność twierdzić, że nie mam na coś czasu. Wygląda na to, że zwyczajnie wolę ten czas przeznaczać na oglądanie Netflixa i czytanie książek. Ale jogo moja droga, obiecuję, wrócę do Ciebie.
A Ty co byś dodała do tej listy?
Miłego oglądania
Diana
Do zobaczenia na facebooku i insagramie

Źródło: http://www.pexels.com